Florencja

Jak do tej pory Włochy mnie nie przekonywały. Wszechobecny brud, niezbyt weseli ludzie i przede wszystkim same stare budynki, których nie jestem miłośnikiem. Tym razem spodziewałem się tego samego i Bolonia okazała się w 100% przewidywalna, ale Florencja to…

Gościliśmy, z Anią, u studentki z Turcji w ramach CouchSurfingu. Początkowo Ania uważała, że Turczynka mieszka przy Via Zamboni 17, okazało się, że mieści się tam klasztor – studentka z Turcji, raczej wyznania muzułmańskiego, nie mieszka z księżmi. Jako, że było po 22 nie chcieliśmy ryzykować budzenia być może przyszłego papieża. Okazało się, że numer 17 się zgadza, ale ulica ma być równoległa do Via Zamboni. Mieszkanie okazało się być typowym studenckim lokum z naleciałościami po każdym lokatorze, chyba od czasów wojny. Każdy  coś dokładał, a nasza gospodyni nie wiedziała dokładnie co, kto i kiedy. Podobało mi się to, takie urocze. Wyszliśmy na miasto i w stercie śmieci wypiliśmy wino Modena. Szybki Tour de Zabytki odbyliśmy wcześniej. Siedząc w pobliżu uniwersytetu, z towarzyszącym od lat studentom zapachem zioła, oglądaliśmy bazgroły na średniowiecznych murach, brudne i byle jak poparkowane auta, stos pudełek, puszek oraz menelkę, będącą podobno częścią historii tegoż miasta. Coż, Bolonia to Włochy jakie zapisały mi się do tej pory w pamięci. Zjedliśmy jednak mega wspaniałą pizzę i znowu plusy przesłoniły minusy.

18/03/2012 21/03/2012 | Ryanair Trenitalia | Couchsurfing |
Galeria zdjęć z tej podróży w serwisie Flickr >>

Następnego dnia, jeszcze tylko dworzec i krótki przejazd pociągiem dzieli nas od Firenze. Co ciekawe to miasto okazało się czyste jak Zurych z Genewą, a do tego zjedliśmy znowu dobre słodkie śniadanie i kulinaria obroniły Włochy po raz drugi. Kawa i ciacho…
Zabytki, Palazza różnego rodzaju, rzeźby nagich mężczyzn wyrzeźbionych z pewnością (wg Ani) przez homoseksualistów. Co dla mnie nie jest do końca zrozumiałe, miały o tym świadczyć małe członki u tych rzeźb. Florencja jest skarbem narodowym Włoch i powinni jej małe kopie, albo ich czystość chociaż, przenosić w różne części kraju. Nas gospodarz okazał się rodowitym Włochem z włoską rodziną. Mamma, tata i siostra mieszkały razem z nim. Najpierw zaprowadził nas w piękne widokowo miejsca. Mieliśmy okazję usłyszeć co nieco o życiu we Florencji: Drogim życiu – z powodu masy turystów ceny wszystkiego były mocno zawyżone, nudnym życiu – poza imprezami dla turystów niewiele się tam działo, oraz bezrobotnym życiu, bo poza turystyką w której nie każdy ma ochotę pracować nie ma wielu miejsc pracy. Florentczycy to podobno najmniej przyjemni Włosi. Wieczorem skoczyliśmy na pastę zjedzoną z rodziną, a potem pojechaliśmy przecudownym Fiatem 500 na spotkanie taneczne naszego gospodarza. Włoskie piwo okazało się wcale nie takie złe jak je malują.

Drugi dzień to przesmaczne, przecudowne i przepyszne panini z mięsem z żołądka. Niebo w gębie, zwłaszcza, że zjedliśmy je w hali targowej. Uwielbiam i zawsze szukam takich miejsc. Próbowaliśmy zdobyć Galerię Uffizi, co udało się Annie za jakieś 10€, ale ja nie byłem na tyle zdesperowany by oglądać sztukę w tłumie grubaśnych świnek, zwanych czasami Amerykanami. Próbowałem zobaczyć ogrody w Palazzo Pitti, ale zamykają je wcześniej niż normalni ludzie są w stanie zjeść obiad. Cóż został mi spacer po mieście, pod katedrę (myślałem o wejściu na kopułę, ale znów tłum ludzi i świnek mnie zniechęcił).

Generalnie kawa jest boska we Włoszech, jak i cała kuchnia. Ania postanowiła zrobić pierogi naszym Włochom przez co wypadło mi z życia parę godzin, ale przynajmniej im smakowało. Wieczorem zobaczyliśmy m.in. święte krocze (Santa Croce) i niezłą irańską kawiarenkę z właścicielem będącym zachętą do ponownych odwiedzin. Pan koło czterdziestki, albo tak wyglądający, był trochę zakręcony. Ania zamówiła kawę, do której po podania zechciała mleko, ale panu zza baru nie udało się go dość szybko znaleźć, więc bez słowa wziął kawę od Anny z racji tego, że na pewno jest już zimna i zrobił nową kawę cappuccino już. Porozmawialiśmy o podróżach naszego gospodarza – Iran, Indie i Ameryka Południowa – przy okazji dowiadując się dużo ciekawych informacji. Podobno w Iranie jest zwyczaj pytania o to jak się masz, jednak odpowiedź to przeważnie: dziękuje za zainteresowanie, a jak ty się masz? Czyli generalnie pytamy bo wypada, ale przecież odpowiedź i tak nie jest interesująca. No, i jeszcze taksówkarz z grzeczności powie, że nie musimy płacić, ale oczywiście chce otrzymać kasę jak każdy. To jego praca, ale chyba wychowanie w Iranie nie pozwala mu na powiedzenie wprost konkretnej kwoty. Pozostaje szybko planować wyjazd do Iranu.

Noce w naszym dwunocnym lokum przypomniały czasy Biebrzy. Było tak zimno, że po obudzeniu w środku nocy zacząłem się troszkę trząść z zimna. Dodatkowo dochodziła woda pod prysznicem w kolorze tylko zimnym. Ostatni dzień to przejazd pociągiem do Bolonii i odlot do WRO, ale oboje mamy problemy ze wstawaniem. Tym razem Ania większe. Zdążamy jednak na ostatni pociąg w normalnej cenie. w Prato kawa, a w Bolonii tylko kanapka. Udajemy się na przystanek Birra i idziemy na terminal spotykając po drodze wrocławianina z firmy zajmującej się e-bookami. Siedział on po mojej lewej w samolocie do Włoch, potem jechał z nami autobusem, poprosił o wysłanie smsa, a na koniec jechaliśmy z nim nawet autobusem we Wrocławiu wysiadając pod Renomą.

Wycieczka zmieniła mój pogląd na Włochy i trochę zachęciła do zobaczenia Sieny, Palermo, czy Neapolu. No i był to mój pierwszy zagraniczny wyjazd z Anią, która całkiem całkiem mówi w języku Shakespeare’a. Mój talent językowy chyba się jeszcze nie narodził. Wziąłem 85€, a wróciłem z 40€. Pierwszy raz mi się to zdarza. Poza tym muszę zapamiętać, że nie miejsce jest ważne tylko ludzie.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *