Sztokholm

Kolejne bilety za złotówkę z KRK, sprawiły, że żal było nie skorzystać. Między trzydniową wizytą w Norwegii i tygodniową Gruzją spędziłem 13 godzin w Sztokholmie. Zaledwie dwa dni po powrocie z Oslo, byłem znów na lotnisku w Balicach. Święto Wszystkich Świętych 2012 uznaje za udane, gdyż większość spędziłem za granicą i ominęła mnie wątpliwa okazja wizyty na cmentarzu, a wieczorem byłem już w domu. Wylot podobnie jak do Rygge był wieczorem, tym razem jednaka o noclegu na lotnisku nie było mowy. O północy byłem już w Sztokholmie, a tuż po południu znów siedziałem w autobusie na lotnisko.

31/10/2012 01/11/2012 | Ryanair |

Szwecja zrobiła na mnie wrażenie o wiele brzydszej niż Norwegia. Od samego początku wszystko wydawało się po prost schludne (jak ja nienawidzę tego słowa), czyste i poukładane. Jednak brak jakiejkolwiek inwencji, wyższej estetyki, czy po prostu ponadprzeciętności. Samo centrum Sztokholmu przecina droga szybkiego ruchu. Wszędzie jest pełno kładek i estakad. Hala widowiska Globe Arena, która z opisu wyglądała jak dzieło światowej architektury, w rzeczywistości robiła wrażenie po prostu „takie se”. Przedmieścia miasta w porównaniu do Oslo, też nie nasuwały myśli o porzuceniu wszystkiego i zamieszkaniu tu na stałe. Krótko mówiąc miasto bez duszy. I w dodatku drogie.
Przyjechałem do miasta prawie równo z początkiem nowej doby. W okolicach dworca, w czynnym McD gnieździł się tłum czarnych Szwedów, tych z południa. Robili wrażenie inne niż pewnie przeciętny Polak ma o Szwecji. Na południe od dworca jest wyspa, wyspa nazwana Stadsholmen, będąca częścią Gamla stan, czyli Starego Miasta. Na Stadstholmen znajduje się Zamek Królewski strzeżony w nocy przez dwóch znudzonych żołnierzy. Nie ma warty honorowej, która zdobi Zamek za dnia. Spacer po upuszczonym mieście jest ciekawym przeżyciem, jednak trzeba mieć wprawę w takich wyjazdach. Niestety już tej wprawy nabrałem. Przez jakieś cztery godziny obszedłem Stare Miasto wszerz, wzdłuż, wspak i na wznak. Pod Ratusz, pod  Zamek, pod Muzeum Nobla, a to gdzieś stacja metra, a to ludzie wychodzą z nocnego lokalu, krótki wypad na północ do nowego centrum miasta z wysokimi biurowcami. Dopiero o czwartej przyszła pora na kawę i cheeseburgera w McD. Do szóstej, czyli świtu zająłem się czytaniem „Zrób sobie raj” Mariusza Szczygła.  Po wyjściu z maka przez Södermalm pod Globe Arenę i dalej do cmentarza wpisanego na listę UNESCO – Skogskyrkogården – ale chyba z litości. Idąc na zachód w stronę bliżej niezdefiniowanej atrakcji o nazwie Arsta (dzielnica?) zapoznałem się z tymi przedmieściami, które w porównaniu do Oslo były jak Sarajewo do Paryża. Arsta Centrum okazało się jakimś zwykłym osiedlem i zabijaczem czasu, pora więc było wracać obejrzeć Stare Miasto za dnia. Potem tylko sklepy, zakupy… W nowej części z pięknymi biurowcami było trochę supermarketów, w których znalazłem słynne śledzie kiszone, ale samolotem ich zabrać się nie da niestety.
Po 13:00 byłem już na dworcu i po 25 km łażenia czułem się miło siedząc w ciepłym autobusie. Dworzec w Sztokholmie, podobnie jak wiele dworców autobusowych na świecie nie przypomina pierdzielnika jak krakowskie RDA. Oznaczone stanowiska, duża przestronna poczekalnia, automatyczne drzwi, które prowadzą wprost do autobusu. No i lotnisko. Brzydkie, jak większa budka z kebabem. Lepiej nie porównywać do Rygge.
Sztokholm jest drogi, typowy polski bezrobotny ani się tam nie naje, ani nie pojeździ metrem wygodnie. Jak mówiła Ania A. „W Szwecji najlepsza jest przyroda, a nie miasta”.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *