Konna majówka w Beskidach

Konie_BeskidWybraliśmy się na konną majówkę. Dotychczas trochę brakowało nam aktywności podczas wyjazdów. Jeździliśmy w różne miejsca, zwiedzaliśmy, ale nie robiliśmy nic konkretnego. Mamy w planach gdzieś ponurkować, gdzieś zdobyć szczyt, przebiec maraton czy iść na koncert. Na pierwszy rzut poszła jazda konna.

Zarezerwować nocleg w agroturystyce z instruktażem jazdy konnej na parę tygodni przed długim weekendem jest naprawdę ciężko. Większość ofert była niedostępna. Znalazł się jednak wyjątek w miejscowości Pewel Ślemieńska koło Żywca. Były konie, były góry, były inne zwierzęta gospodarcze i śniadania w cenie. To wystarczyło. Choć Rancho Adama ostatecznie oceniamy bardzo słabo, to sama nauka jazdy na koniach była bardzo przyjemna. Chcieliśmy trenować po godzinę dziennie, ale już pierwszego dnia instruktorka powiedziała, że to jednak za dużo. I miała rację. Po 30 minutach pierwszego dnia miałem dość. Jazda konna jest bardzo angażująca i wymaga ciągłego wysiłku. Anglezowanie to dla mnie magia, przynajmniej po tych dwóch dniach. Drugiego dnia też wytrzymałem pół godziny, za to Martyna śmigała całe 45 minut. Trzeciego dnia ja spasowałem, Martyna wzięła 30 minut. Jazda konna nie jest dla mnie. Nie wyobrażam sobie jazdy cały dzień w siodle przez tydzień, a takie wyprawy są oferowane np. w Gruzji. Żeby osiągnąć taki poziom musiałbym naprawdę długo trenować z pełnym zaangażowaniem. Na razie boli mnie tyłek.

29/04/2016 03/05/2016 | Bus | Pokoje gościnne |

RynekPoza jazdą konną zwiedziliśmy też Żywiec. Miasto jest brzydkie jak typowe polskie miasteczko powiatowe. Jest jednak perełka w postaci zespołu parkowo-zamkowego. Stary zamek, pałac Habsburgów i wielki park z mini zoo i stadniną koni, a nawet pasąca się krowa. W stajni można pogłaskać m.in. typowo jeździeckie konie podarowane przez Bronisława Komorowskiego, jak i kuce, czy hucuły. Oprócz koni są daniele, drób, kozy czy pawie. To wszystko zdaje się jakby oderwane od reszty Żywca. Odgrodzony zielony teren bez reklam, bez samochodów, ale wystarczy wyjść zza murów by trafić na wąski chodnik przy szerokiej jezdni przy brudnych i zaśmieconych reklamami kamienicach. Drugim plusem była knajpa, w której jedliśmy, czyli Browar Krajcar. Piwo jest ważone na miejscu, a do piwa serwują mięsa. Ja zjadłem pyszny stek, ale Martyna nie miała wielkiego wyboru. Pewel Ślemieńska jest kiepsko skomunikowana z Żywcem. Są jedynie busy, które kursują nieregularnie, a 1 i 3 maja nie jeździły wcale. Po wyjściu z browaru Krajcar okazało się, że musimy czekać na busa prawie trzy godziny. Poszliśmy więc na całkiem zadbany rynek i przeczekaliśmy przy deserze i piwie w Cukierni Ani. Bardzo ciekawe miejsce. Choć słodkości nie jadam zbyt często, to te tutaj wyglądały naprawdę zachęcająco. Wykonane bardzo kunsztownie.

kotByliśmy niedaleko Zbiornika Żywieckiego, więc jednego dnia poszliśmy na jego brzeg. Dzielnica Żywca Oczków, choć wg mapy mogła wydawać się centrum życia turystycznego była zabitą dechami sypialnią. Nawet nad samym brzegiem nie było nic poza domami, ani sklepu, ani knajpy, ani nawet pomnika papieża. Usiedliśmy tam na brzegu racząc się piwem marki Żywiec. Przyszedł do nas mały kotek. Nie był to żbik. Kotek był mały i wcale nie bał się ludzi. Po chwili znikł nam za kamieniem, by zaraz w biegu wracać z rybą w pysku. Mając dwa koty w domu nie mamy wątpliwości, że to bardzo dziki osobnik. Nasze koty wystraszyłyby się ryby, a zdobywanie pożywania ograniczają do zrobienia maślanych oczu stojąc koło miski. Wróciliśmy znad jeziora autostopem. Robiło się późno i mimo obaw nawet Martyna była z tej opcji zadowolona. Podwiozły nasz dwie pani – córka odwożąca ze szpitala matkę – które powiedziały, że nigdy wcześniej tego nie robiły. My też rzadko jeździmy stopem. Dowiozły nas do Gilowic, stamtąd mamy jakieś 40 minut spaceru do Rancha.

Ostatniego dnia – 3 maja – oczywiście z Pewli nic nie jeździło. Poszliśmy więc do Gilowic, gdzie zatrzymuje się autobus do Krakowa. Choć chciałbym więcej zwiedzać Polskę, coraz większym problemem staje się transport. Polska gminna i powiatowa z każdym rokiem zostaje pozbawiona kolejnych linii autobusowych. Koleje już dawno zabrano. Przykładowo z Suchej Beskidzkiej do Żywca jest niewykorzystywana linia kolejowa, którą pewnie byśmy sobie dojechali z rowerami gdyby cokolwiek tam jeździło.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Michał J. napisał(a):

    Napisałeś, że Żywiec jest brzydki, ale przecież ma zespół parkowo-zamkowy, ładny rynek (dzwonnica!)… Jest też ciekawy browar. ile polskich miast ma chociaż tyle? Miasto nie jest może przewspaniałe, ale warto wybrać się tam na jeden dzień. Albo może być miejscem wypadowym do zwiedzania okolicy. Doceń! 🙂

    A jazda konna wymaga chyba dobrego przygotowania, gdzieś czytałem że nauczyć, się jej jest dużo trudniej niż gry na instrumencie muzycznym, np skrzypcach. Ja sam nigdy nie jeździłem, a Wy przynajmniej spróbowaliście.

    • Piotr Rokita napisał(a):

      Tak, zespół parkowo-pałacowy, rynek itd. to perełka miasta. Jednak wystarczy przejść 200 m by trafić na tyły Biedronki, a rejon dworca kolejowego to już zupełne pomieszanie z poplątaniem. Chciałbym, żeby w małych miastach władze i mieszkańcy też zwracali dużą uwagę na estetykę.
      A tak szczerze, to głupio mi, że byłem w Żywcu pierwszy raz 😀 To tak blisko. Niestety muzeum browaru było w remoncie, więc tego miejsca nie zwiedziliśmy, więc okazja na drugą wizytę jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *