Frankfurt nad Menem, czyli bardzo nudne miasto

Jak wyobrażacie sobie finansową stolicę Unii Europejskiej? Jeżeli jako miasto podobne do Dubaju, Hong Kongu czy Nowego Jorku to jesteście w błędzie. Frankfurt nad Menem, miasto z najwyższymi budynkami Europy, siedziba trzech wielkich niemieckich banków, a nawet kandydat na stolicę RFN po II wojnie światowej to miasto nudne jak niemiecki film propagandowy z czasów II wojny światowej. Można rzecz nudne jak Niemcy.

Po co jechać do Frankfurtu?

Frankfurt nad MenemJeżeli nie znajdziemy się tutaj przy okazji przesiadki na samolot, ani nie w celach zawodowych, to na 90% jesteśmy miłośnikami bycia gdziekolwiek poza domem. Sam lubię wyjechać tuż za granicę z Czechami, tylko po to by zasmakować inności. Takim wyjazdom sprzyjają tanie bilety, a w Krakowie skończył się właśnie monopol Lufthansy na loty do Frankfurtu i można tu dolecieć Ryanairem. I to za półdarmo. Z braku planów na weekend dołączyłem więc do Sławka, który również lubi sobie polatać i miał już kupione bilety. Częstotliwość lotów pozwala bowiem tu polecieć na weekend bez brania urlopu.

18/11/2017 19/11/2017 | Ryanair | Hotel |

Galeria zdjęć z tej podróży w serwisie Flickr >>

Co w ogóle jest we Frankfurcie?

KleinmarkhalleMożna się wysilać i napisać, że to piękne miasto z uroczym rynkiem i miłymi mieszkańcami, w dodatku gustownie łączące nowoczesność z tradycją. Niestety tak nie jest, a jedyne co Frankfurt nad Menem prezentuje po sobie ze starszych czasów to malutki rynek i bardzo małe Stare Miasto. Jest też jeden uroczy most przez Men, zwany żelaznym, czyli Eiserner Steg. Rzeczywiście jest uroczy, ale takich w Niemczech są setki, jak nie tysiące.

Może więc Frankfurt jest głównie dla miłośników nowej architektury? Znajduje się tutaj mnóstwo wieżowców i to w sąsiedztwie zabytkowych budynków. Budowane głównie w latach 90., kiedyś były najwyższe, ale niestety stara Europa oddaje pole w wielu wyścigach np. Rosji, a może i wkrótce Polsce. Niestety poza wyjątkami architektura tych biurowców nie oszałamia. Przykładowo Commerzbank Tower, który przez sześć lat był najwyższym wieżowcem Europy, to idealny przykład bicia rekordu na siłę. Budynek wieńczy maszt i mimo 300 metrów wysokości ma tylko 56 kondygnacji, czyli o jedną więcej niż 256 metrowy Messeturm, który najwyższym w Europie był w latach 1990-1997. Swoją drogą to Messeturm pozytywnie wyróżnia się w pejzażu miasta swoim szpiczastym kształtem. Panoramę miasta najlepiej oglądać po przejściu na drugą stronę rzeki.

Czego spróbować we Frankfurcie?

frankfurterkiNie było mi dane zobaczyć frankfurckiej hali targowej i sprawdzić co tutejsi jadają. Dotarliśmy do miasta po 15, a hala była czynna w soboty tylko do 16. Powiedziałbym następnym razem, ale wątpię by taki był. Za to udało nam się napić Glühwein na Rynku. Co prawda jarmark bożonarodzeniowy miał dopiero zostać otwarty, ale działa tu stały punkt z tym trunkiem. Wiecie co? W Krakowie mamy przesłodzony Grzaniec Galicyjski, więc za grzanym winem nie przepadam, lecz tutaj balans między wytrawnością a słodkością był w sam raz i trunek idealnie nam wszedł w gardła. Do wina serwuje serwuje się tu inny specjał miasta — tak, tak — frankfurterki. Niby zwykłe parówki, ale jednak są jak hamburger w Hamburgu. Wiem, że nikt nie zrozumiał zależności. Bułka i dwie parówy kosztowały nas po 3€. W Krakowie można dostać za to dobrego hamburgera, ale… musieliśmy je zjeść.

Wyjazd miał być luźny, bez spiny i planu, więc dość szybko zasiedliśmy w jakimś lokalu. Padło na Urban Kitchen przy Kaiserstraße 53. Jeśli ulica nazywa się dostojnie — Berlińska, Cesarska itd. — to znaczy, że jest w dobrym położeniu. Kaiserstraße łączy na przykład Stare Miasto z dworcem kolejowym i jest pełna gastronomii i sklepów. Nie znaleźliśmy niczego co nosiłoby nazwę „tradiszjonisz dojcze kiczen”, więc siedliśmy w tym przybytku z pizzą, sushi, burgerami i alkoholem. Czyli kuchnia międzynarodowa w pełnej krasie. Lokalnym alkoholem miał być cydr. Jeździ tu nawet tramwaj Ebbelwei—Expreß. W Hesji Ebbelwei mówi się na Apfelwein, czyli cydr. No i wzięliśmy ten jabłkowy alkohol, który smakował jak pół litra rozwodnionego soku jabłkowego z dodatkiem spirytusu. Serio, nie wiedziałem, że cydr może być aż tak niedobry. Zjedliśmy pizzę o nazwie Frankfurt i po wysączeniu tego nieszczęsnego cydru poszliśmy jeszcze na miasto.

Przed powrotem do hotelu skoczyliśmy do supermarketu. Było już grzane wino, cydr, więc do trylogii brakowało tylko piwa. Wybór piw w niemieckim sklepie niczym nie umywa się do tego co serwuje byle Żabka. Parę piw koncernowych i polskie Tyskie w mocno zawyżonej kwocie. Ostatecznie stanęło na Becku. Kiedyś piłem je w Berlinie i jako nieliczne było w lodówce.

Frankfurt nad MenemSpaliśmy w Mercure Hotel Frankfurt City Messe blisko dworca, w dzielnicy gdzie napisy chińskie sąsiadowały z arabskimi. Nie jest to raczej turystyczna okolica. Natomiast w pokoju mogliśmy zapoznać się z niemiecką telewizją. Niedługo będą tam puszczać taniec z gwiazdami nago, albo inną głupotę. Serio, telewizja pokazywała tam straszne bzdury i współczuję niemieckim telewidzom. Wracając do piwa, Beck smakował gorzej niż polskie sikacze. Nie, niemożliwe, że ja miłośnik piwa, będę zachwalał grzane wino — słodki alkohol dla dziewczyn — ale niestety wszystko inne mnie zawiodło. Piwo ledwo skończyliśmy. Naprawdę nie ma co narzekać na nasz kraj. Mamy w sklepach świetny wybór piw i to od polskich producentów.

Lotnisko we Frankfurcie

Flughafen Frankfurt am Main to 13 lotnisko świata i 4 Europy pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Jest gigantyczne, chociaż wcale się takie nie wydaje. Prawdę mówiąc, szybko przeszliśmy przez terminal, przejechaliśmy kolejką na drugi, trochę zastawialiśmy się nad niektórymi znakami, ale wszystko było w ludzkiej skali. Człowiek nie czuje się tu przytłoczony, bo jest mnóstwo zacisznych kątów, korytarze są niskie i można nawet znaleźć miejsca wyciszenia ze specjalnymi fotelami. W dodatku to tylko kilkanaście minut jazdy z centrum.

Nie byłem na wielu dużych lotniskach, ale na podobnym w skali paryskim de Gaulle’u poziom przytłoczenia jest o wiele większy. Jedyne co we Frankfurcie doskwiera, zwłaszcza gdy lecimy Ryanairem, to wielkość płyty postojowej. Do samolotu jedzie się kwadrans (!) autobusem, a potem drugie tyle samolot jedzie ze swojego miejsca postojowego do pasa startowego. Tak pasażerów Ryanaira przeważnie obsługuje się w byłym schowku na miotły, a stanowiska postojowe buduje na samym końcu, gdzieś pod płotem.

Ocena

Frankfurt mogę ocenić na mocną dwójeczkę. Nie jest rozczarowujące, bo przecież niczego się tu nie spodziewałem, a niższa ocena byłaby niesprawiedliwa dla mieszkańców miasta. Z całą pewnością żyje im się tam dobrze i dostatnie. Mają dobre sklepy, gastronomię i komunikację. Na miejsca pracy też pewnie nie narzekają.

  • Frankfurt nad Menem — 2**

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *