Neapol, miasto mafii… albo pizzy i krótka wizyta w Sorrento

Neapo, Włochy | Podróż 56, Wpis 74


Jak już kiedyś pisałem nie lubię Włoch, a może bardziej Włochów. Jednak jest to najczęściej odwiedzany przeze mnie kraj. Trochę paradoks. Ale Włochy są łatwo dostępne, są często po drodze i są tam rzeczy, które mimo wszystko chcę zobaczyć. Tym razem było podobnie. Martyna bardzo chciała zobaczyć Rzym, a sam byłem tam ponad 10 lat temu podczas mojej pierwszej podróży lotniczej. Teraz zbliżał się setny lot, więc nawet wpadłem na pomysł bo powtórzyć przelot na tej samej trasie. Jednak napatoczył się ten Neapol. Kusił, zwłaszcza cenowo. I tak wylądowaliśmy w mieście mafii i pizzy.

napoli

Galeria Umberto I

 

Neapolu trudne początki. Najważniejsze to się nie denerwować

Ale do sedna. Przylecieliśmy późnym wieczorem w sobotę. Tak jest wygodniej, bez niepotrzebnego urlopu, a jeszcze w domu można zjeść obiad. Tylko od samego początku miałem też pewne obawy. Chcieliśmy kupić popularne we Włoszech karty turystyczne, takie łączące komunikację publiczną ze wstępem do muzeów. Zwą się tutaj Artecard. Taka trzydniowa wersja na cały region kosztuje 32€. Dużo, ale można wejść do dwóch muzeów za darmo i korzystać z całego transportu publicznego Kampanii.

Jednak, jak to we Włoszech, nic nie może być proste i kartę trudno kupić, zwłaszcza w niedzielę. Na lotnisku wieczorem czynna była informacja turystyczna, ale tam karty nie sprzedają. Można ją kupić w punkcie obok, który już był zamknięty. Mieszkaliśmy obok dworca, więc wydawać by się mogło, że jak nie lotnisko, to dworzec. Tam był punkt sprzedaży, ale też zamknięty. I to przez cały dzień. Za to pięć osób pracowało w pobliskiej informacji turystycznej, gdzie oczywiście karty nie sprzedają. Odesłano nas to do punktu w Galerii Umberta I, gdzie była informacja turystyczna, w której… no wiecie już co. W końcu pani z tej informacji odesłała nas do sklepiku w centrum starego miasta, gdzie w końcu nabyliśmy nasze karty. Taki miły wstęp Włoch.

Transport publiczny — czyli nawet kierowca, nie chce jechać autobusem

Wróćmy jednak do przyjemniejszych rzeczy. Trochę lubię ten włoski „mam—to—w—dupizm” prezentowany zwłaszcza przez kierowców autobusów. Mają tak bardzo wszystko w nosie, że zastanawiam się, czy ten zawód nie jest jakąś karą. Zamiast do więzienia sądy wysyłają złoczyńców do szoferki autobusów. A niech ich wszyscy widzą. Naprawdę, chciałbym mieć tyle luzu w życiu i niczym się nie przejmować, jak typowy włoski kierowca.napoli

Wsiedliśmy do autobusu linii, której nie było nawet wymienionej na przystanku. O jakimkolwiek rozkładzie nie wspominam, bo takowych w tym kraju jeszcze nie odkryli. Aplikacja moovit, która niby ogarnia rozkłady autobusów w Neapolu, pokazała nam również kilka innych linii np. T31, czy C1N, a przyjechał autobus 200 coś, zaryzykowaliśmy i wsiedliśmy. Kierowca lekkim skinieniem powiek potwierdził, że jedzie na Garibaldi (czyli plac przed dworcem). Biletów się u kierowcy nie kupi, chociaż w informacji nam powiedzieli, że można. Albo po prostu kierowca nam nie chciał sprzedać. Popatrzyliśmy na pasażerów, raczej nie było wśród nich kanarów. Na kolejnych przystankach nikt już nie wsiadł, mimo że drzwi otwarte były nawet w trakcie jazdy. Dojechaliśmy prawie pod sam hotel, taki fart.

Cztery włoskie gwiazdki

Chyba drugi raz w życiu udało mi się spać w hotelu czterogwiazdkowym. Hotel Vergilius Billia miał niezbyt wysokie oceny, ale w sumie nie mieliśmy dużych wymagań, a cena 132 zł za pokój ze śniadaniem była kusząca. No i lokalizacja obok dworca była najważniejsza. Czterech gwiazdek nie było tu widać od samego początku — mieliśmy dość mały pokój, bez jakichś bajerów typu lodówka, kapcie itd., a na śniadaniu zamiast soków 100% podają jakieś napoje. Ale to akurat problem całych Włoch.pizza neapol

Naprzeciwko hotelu jest restauracja, w której mieliśmy mieć zniżkę jako goście hotelowi. Jak dotarliśmy było już po dziesiątej wieczorem i chcieliśmy czegoś się napić i coś małego przekąsić, bo niestety sklepy były zamknięte. Tak więc zamówiliśmy jedną marinarę i dwa małe piwa. Pizza za pięć euro, dwa piwa po dwa i pół i oczywiście jakieś coperto, po odjęciu zniżki to… miałem nadzieję na 10-12€, a wyszło 15€. Hmmm nie będę miał miłych wspomnień z tej restauracji nawet mimo tego, że kelner skojarzył Polskę z Milikiem.

Miasto i jego podziemia

Dobra, ale co z tym Neapolem? Warto, nie warto… Oczywiście, że warto. Neapol to wyjątkowe miasto, dość unikatowe nawet w skali Włoch. Ma swój klimat, z tym całym brudem, bałaganem i śmieciami. A jego największą zaletą jest pizza! Jako pizzożerca doceniam sam fakt, że robią ją tu tak pyszną w każdej lepszej restauracji.

napoli

Podziemia Neapolu

Jedak najbardziej zainteresowały nas (a właściwie to mnie) podziemia Neapolu. Tunel Burbonów, bo tak nazywa się ta atrakcja oficjalnie, kosztuje od 10€ za wstęp. My skorzystaliśmy ze wspomnianej już karty Artecard. Zwiedzanie jest możliwe tylko w wyznaczonych godzinach z przewodnikiem. Czym w ogóle są podziemia Neapolu? To taka namiastka podziemnego miasta, służąca ludziom w trudnych chwilach. Podczas wojny czy epidemii mieszkańcy chronili się pod ziemią, w niezbyt komfortowych warunkach. Kilka toalet, łóżka dzielone przez kilka osób i wilgoć. Dla spotęgowania wrażeń, pozostawiono jakieś stare zabawki, czy elementy wyposażania. Sam Tunel Burbonów, to budowana w XIX w. droga ucieczki z Pałacu Królewskiego. Połączył on w ciekawą trasę wcześniejsze podziemne pomieszczania, jak gigantyczne zbiorniki wodne tzw. cysterny. Jeszcze przed II wojną światową policja zaczęła wykorzystywać tunel jako skład skonfiskowanych pojazdów, dlatego przy jednym z wyjść można podziwiać kilkanaście motocykli, skuterów i samochodów z pierwszych dekad XX wieku.

naples panorama elmo

Widok na miasto i Wezuwiusza spod Zamku św. Elma

Neapol to jednak nie tylko podziemia. Jest jeszcze stare miasto — ciasne i tłoczne. Jest też Galeria Umberto I, czyli taka uboższe wersja Galerii Wiktora Emanuela II z Mediolanu. Spodobał mi się Plac Plebiscytu (piazza del Plebiscito), szczególnie za ogromną pustkę. Jak na jeden z ważniejszych placów w mieście, w dodatku przed samym Pałacem Królewskim spodziewać można się tłumu ludzi, a na całym placu było tylko wojsko i policję. W Neapolu są dwa zamki — Nowy i św. Elma. Nie byliśmy w środku żadnego z nich, ale spod Zamku św. Elma rozciąga się przepiękna panorama miasta z Wezuwiuszem w tle.

napoli

Stacja metra Toledo

Jest jeszcze jak zwykle wątek transportowy. Neapolitańskie metro porównywane jest ze sztokholmskim, za unikatowy wygląd stacji. I to prawda, stacje jak Toledo, są małą galerią sztuki. Ale do Sztokholmu im jednak daleko. Za to z Lizboną łączy Neapol sieć funikularów wykorzystywanych do codziennego przemieszczenia się mieszkańców. Przez duże różnice wysokości koleje linowo—terenowe są idealne do przemieszczania się np. pod Zamek św. Elma. Nie ma tu jednak takich zabytkowych wagoników jak w Lizbonie, więc nie ustawia się do nich kolejka turystów. Niestety całość transportu oceniam bardzo słabo. Metro jeździ rzadko, raz czekaliśmy 20 minut na pociąg, a nie ma żadnych tablic z informacją o czasie przyjazdu. Ostatniego dnia w ogóle zastaliśmy zamknięte stacje i zdezorientowanych ludzi wokół. Czasem problemem jest oznakowanie stacji. Przykładowo Montesanto to węzeł kolei, metra i funikularu. Budynek kolei od stacji metra dzieli jakieś 150 metrów i nikt na razie nie wpadł na to by postawić chociaż jedną strzałkę.

Perełka przy Neapolu — Sorrento

Na pierwszy zachód słońca wybraliśmy się do Sorrento. To urocze nadmorskie miasteczko oddalone od Neapolu o godzinę drogi. Prawdę mówiąc nie mieliśmy jakichś wielkich oczekiwań co do niego. I nic specjalnego, szczególnie w zimie, tam nie ma. Dużo drogich hoteli i restauracji. Całe miasto położone jest na skalistym wybrzeżu i na brzeg trzeba zejść po schodach lub zjechać windą, więc nie ma tu szerokich plaż czy bulwarów. Prawdę mówiąc to było tam brzydko. Nawet łodzie rybackie, podobne do tych które kiedyś sfotografowałem w Bari, tutaj wyglądały jak na ubogiej prowincji.sorrento

Za to jakieś dwa kilometry od centrum Martyna znalazła przeurocze miejsce, idealne do obejrzenia romantycznego zachodu. Nie byliśmy tam z Martyną sami, oprócz pary Włochów spotkaliśmy też grupkę Azjatów. W jedną stronę poszliśmy na nogach, bo nie spodziewaliśmy się autobusu, a o dziwo taki jeździł. We Włoszech trudno znaleźć cokolwiek w internecie. Nie wiedzieliśmy nawet, że są w tym miejscu antyczne ruiny. Zostało parę pomieszczeń udekorowanych współczesnym graffiti i zarys sporego budynku willi. Natomiast to co nas tu zwiodło, to tzw. Łaźnie królowej Joanny (Bagni della Regina Giovanna), czyli ukryta w skałach mała zatoka z lazurową wodą. Można zejść na sam dół i pewnie w lecie jest to bardzo oblegane miejsce. To miejsce podobało się już nam obojgu.

sorrento

Bagni della Regina Giovanna

Wróciliśmy już autobusem, który być może był w cenie naszej karty turystycznej, być może musieliśmy mieć na niego osobny bilet. Kierowca na pytanie, czy możemy jechać z Artecard i czy w ogóle jedzie na dworzec, przytaknął ruchem powiek i lekkim, bardzo lekkim skinieniem głowy.

Dojechaliśmy do Neapolu nocą. Potykając się o różne śmieci, nielegalne stragany, bezdomnych i zaparkowane w każdej dziurze samochody, znaleźliśmy jakąś pizzerię. Znów byłem bliski, by się wkurzyć, ale przecież to Włochy. Chciałem się napić piwa butelkowanego, dużego. W menu było za 2,5 €. Kelner powiedział, że nie ma. Jest to lane za 4€… pięć minut później do stolika obok dosiadła się para Azjatów. U innego kelnera zamówili duże piwo butelkowe i o dziwo je dostali.

Ocena

  • Tunel Burbonów — 3***
  • Stacja metra Toledo — 2**
  • Sorrento — 3***

| Watykan odwiedziliśmy w dniach 20-23 stycznia 2018 r.

| Więcej zdjęć z podróży znajdziecie na Flickr

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Michał J. napisał(a):

    Jeszcze kilka lat temu to miasto miało bardzo złą prasę, w różnych artykułach i reportażach rozpisywano się o wielkich zwałach śmieci, śmierdzących ulicach itp (już Napoleon mówił „zobaczyć Neapol i umrzeć” hahaha). potem jakoś o tym przycichło. Za to nadal pisze się dużo o gangsterach, poważny problem w tym mieście, skoro wizytę byłego już premiera M. Renziego ubezpieczało ok. 1000 policjantów, żołnierzy i in.

    Ale za to często się słyszy, że to miasto to najprawdziwsza część Włoch, najbardziej unikalne, najbardziej typowo włoskie miasto, mieliście takie odczucie? 🙂

    I ciekawostka: w tym mieście przeprowadzono pierwszą w historii transmisję radiową meczu piłkarskiego!

    • Piotr Rokita napisał(a):

      Teraz mam ochotę zobaczyć Kalabrię. To podobno jeszcze gorsze pod kątem mafii miejsce. ‚Ndrangheta jest wszędzie, nawet na Słowacji 🙁
      A co do Neapolu – jeżeli to są typowe Włochy, to jednak dobrze, że północ nie jest typowa. Tak, mieliśmy odczucie, że kumulują się tam wszystkie włoskie problemy. Nawet metro potrafi przez kilkanaście minut nie przyjechać i nikt nie wie czemu. Jest problem by kupić bilet, a obsługa w restauracjach nie wspomina o ukrytych kosztach.
      Wtedy pewnie nie grał w Napoli żaden Polak 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *