Tag: Martyna

Arrow
Arrow
Izrael, część pierwsza radosna. Ejlat i Morze Martwe.
Slider
1

Podsumowanie roku 2014

To był pod wieloma względami podróżniczo słabszy rok od poprzednich, ale nie mogę go zaliczyć do nieudanych. Mniej podróży, mniej lotów, ale życiowo był to najlepszy rok mojego życia. Same podróże, choć nie było ich dużo, były w świetnym towarzystwie oraz w piękne miejsca. Przede wszystkim pierwszy raz pojechałem gdziekolwiek z Martyną. i to zaledwie po paru miesiącach znajomości. w lutym pojechaliśmy na weekend do...

2

Albanejros, albanejros…

Po tylu latach wożenia się w ciepłe kraje w takich miesiącach jak listopad, marzec czy najwyżej maj w końcu nadszedł ten moment by pojechać nad morze w szycie sezonu. Planowaliśmy środek wakacji na urlop od dawna, a że nasi znajomi również myśleli o tym samym terminie i kierunku, postanowiliśmy połączyć siły. Przez Słowację, Węgry, Serbię i Macedonię dojechaliśmy do Albanii, a wracając zahaczyliśmy jeszcze o Czarnogórę. Start miał być ostry....

0

Szybki weekend w Czechach

Wymyślone w piątek, zrealizowane w sobotę. Bez pośpiechu pojechaliśmy do Cieszyna w sobotnie południe, potem z czeskiej części miasta wybraliśmy się wieczorem do Ostrawy. Nocleg w najtańszym miejscu wybraliśmy w piątek przed snem, a główną atrakcję odwiedziliśmy mając mylne przekonanie, że jest w niej coś czego jednak nie było. Tak w skrócie wygląda dobry pomysł na weekend blisko granicy. Trwały mistrzostwa świata w piłce nożnej, mecze grali m.in. Niemcy, a na...

0

Berlin, Berlin, Berlin… Nein, nein, nein…

Tak, tak, tak… w końcu ciekawe połączenie PolskiegoBusa z Krakowa. Wystarczyło wejść na stronę i nie mogłem tego odpuścić – bilety za 40 zł w obie strony na długi weekend majowy. Kupiłem je z myślą o prezencie walentynkowym dla Martyny. Jechaliśmy bowiem razem. Przez długi czas kusiło nas by pojechać gdzieś dalej, do jakiegoś Hamburga, czy innego Deutschburga, ale w...

0

Przepych, albo i nie przepych… Szwajcaria

No i stało się – pierwszy wyjazd z Martynką. Zaplanowaliśmy go tuż po Bożym Narodzeniu, a cel padł na drogą w życiu, ale akurat tanią w dolocie Szwajcarię. Na miejscu wszystko kosztowało majątek, więc dwa dni to były w sam raz by liznąć trochę kraju sera, czekolady i zegarków, a jednocześnie nie biedować przez resztę roku. Hostele okazały się drogie,...