Lipsk, krótki wyjazd do dawnego NRD

Lipsk, Niemcy | Podróż 62, Wpis 88


Jesienne wyjazdy do Niemiec powoli stają się u mnie tradycją. Rok wcześniej ze Sławkiem pojechaliśmy do Frankfurtu nad Menem. Teraz nosiło mnie od dłuższego czasu, by gdzieś samotnie wyskoczyć na weekend. Miałem wkrótce rozpocząć kurs programowania i ostatnia szansa na wyjazd nadarzała się pod koniec października. Najtańsze bilety z Krakowa znalazłem na lotach do Berlina, Pragi, Norymbergi lub Göteborga. Wybrałem wylot do Berlina i powrót z Norymbergi. W Berlinie już byłem, więc od razu chciałem ruszyć gdzieś do byłego NRD. Wybór padł na Lipsk, bo tam mogłem najprościej i w miarę tanio dojechać. I to był strzał w dziesiątkę.

Wylądowałem na Berlin-Schönefeld. Lotnisku pamiętającym doskonale czasy NRD, które już dawno nie powinno istnieć. Niemcy zaliczyli jednak największą budowlaną wpadkę w historii  i od kilku lat nie mogą otworzyć praktycznie gotowego nowego portu lotniczego Berlin-Brandenburg. W stolicy Niemiec wciąż więc działa terminal, którego powstydziłyby się prowincjonalny port na krańcu Europy.

Drugie miasto po Berlinie… w czasach NRD

Do Lipska pojechałem wprost z lotniska. Autobusy kursują bardzo często, a podróż zajmuje jakieś dwie godziny piętnaście minut. Udało mi się zająć miejsca w pierwszym rzędzie z nadzieją na podziwianie krajobrazu byłego NRD, lecz dane mi było zobaczyć tylko autostradę. Za to w Lipsku ślady komunistycznego państwa widać już na każdym kroku. Budowle z wielkiej płyty sąsiadujące ze starymi kamienicami, czy czechosłowackie tramwaje Tatra T4D mknące po mieście to najdobitniejsze pamiątki po komunistycznych Niemczech. Oczywiście zabudowa powoli się zmienia i wolne kwartały zajmują teraz bezbarwne centra handlowe czy hotele. Nowych tramwai też przybywa, na szczęście nie są już tak pospolite jak współczesna architektura. Nowy tramwaj dla Lipska pochodzi z Polski, z fabryki Solarisa i wyróżnia się swoim smukłym kształtem. Kto interesuje się tramwajami z pewnością kojarzy lipskie Tramino i powinien odwiedzić miasto póki jeszcze jeżdżą stare Tatry. Są tak ciasne i głośne, że chyba wszystkie stare tramwaje jeżdżące obecnie w polskich miastach można uznać za bardziej komfortowe.

Lipsk to jednak kawał historii jeszcze sprzed czasów NRD. Największą, wręcz gigantyczną, pamiątką tamtych czasów jest dworzec kolejowy. Największy budynek dworcowy w Europie. Dziś jest on mocno na wyrost, bo Lipsk ma nieco ponad pół miliona mieszkańców. Dworzec więc zagospodarowano na centrum handlowe. Ogromne wnętrze wypełniają odzieżowe czy fast-foodowe sieciówki. Wszechobecne reklamy nie sprzyjają podziwianiu architektury, ale domyślam się, że nie było lepszego rozwiązania niż komercjalizacja. Skąd w ogóle taka wielkość dworca? Powstał on w drugiej dekadzie XX wieku dla kolei pruskich i saksońskich. Były to dwie różne spółki kolejowe, a każda miała swoje perony i hol.

Dworzec kolejowy w Lipsku

Dworzec kolejowy w Lipsku

Nie do końca Stare Miasto

Tuż przy dworcu zaczyna się lipski ring otaczający dzielnicę staromiejską. Spora część zabudowy uległa zniszczeniu i o dziwo nie została odbudowana aż do upadku NRD. Dzięki temu mógł powstać między innymi nowy kwartał zabudowy z Muzeum Sztuk Pięknych w formie szklanej kostki. Tuż obok powstało wspomniane już, niegrzeszące urodą, centrum handlowe Höfe am Brühl. W tym gąszczu zabudowy z różnych epok można przegapić niepozorny rynek. Teoretycznie najważniejszy plac w mieście znajduje się przy starym ratuszu, pełniącym obecnie funkcję muzeum miejskiego. Chociaż jest on  w samym środku Starego Miasta, to dziś nie trudno zauważyć, że funkcję głównego placu przejął położony nieco z boku Augustusplatz. Znajduje się on tuż przy najwyższym budynku w mieście — City-Hochhaus, będącym 24 najwyższym budynkiem w Niemczech — oraz przy terenach uniwersyteckich. Symbolem współczesnego Lipska jest dziś stojący przy placu gmach Augusteum. Ta nowoczesna budowla to budynek główny uczelni, odbudowany dopiero w ostatnich latach. On też szczęśliwie doczekał lepszych czasów, bo po ostatecznym zburzeniu poprzednika w latach 60., decyzję o jego odbudowie podjęto dopiero w czasach zjednoczonych Niemiec.

Rynek w Lipsku

Pod lipskim rynkiem znajduje się stacja kolejowa. Jest to inwestycja z ostatniej dekady.

Augustusplatz z najwyższym budynkiem miasta oraz gmachem głównym Uniwersytetu Lipsku, czyli Augusteum

Na Starym Mieście jednym z turystycznych punktów obowiązkowych jest pomnik Mefistofelesa i Fausta w pasażu Mädlera. Sporo turystów robi sobie przy nim zdjęcia i pociera but na szczęście. Poza tym pasaż jest kolejnym centrum handlowym, tyle że z duszą. Pomnik Fausta nie jest tu bowiem przypadkowo, znajduje się on przy wejściu do restauracji Auerbachs Keller. Przesiadywał w niej sam Johann Wolfgang von Goethe, a zasłyszane historie ponoć zainspirowały go do napisania „Fausta”. Kończąc zwiedzanie Starego Miasta zajrzałem jeszcze pod nowy ratusz. Widać, że miasto rozwijało się dość dynamicznie na przełomie XIX i XX wieku, bo gmach urzędu miasta — podobnie jak dworzec kolejowy — nie grzeszy skromnością. W dodatku wieńczy go ponad 110 metrowa wieża, najwyższa w całych Niemczech.

pasaż Madlera

Posągi Mefistofelesa i Fausta w pasażu Mädlera

Hipsterzy w Lindenau

Mieszkałem w hostelu Noch Besser Leben w dzielnicy Lindenau. Zdecydowała tylko cena i możliwość spania w pokoju bez obcych ludzi. W pewnym wieku już się wyrasta z hosteli. Nie mając pojęcia gdzie się pakuje wsiadłem w tramwaj linii 14 na Karl-Heine Strasse i wysiadłem na imprezowo-knajpianej ulicy. Nawet mój hostel miał recepcję w barze. Ucieszyłem się, że na kolację nie będę musiał wracać do centrum, bo tutaj czekało na mnie jedzenie japońskie, tureckie, indyjskie, a nawet wegetariańskie hot-dogi. Skusiłem się na kumpira, czyli tureckiego ziemniaka z farszem, popularnego również w Krakowie. Natomiast klimat tej ulicy przypomniał mi ten imprezowy Berlin. I właśnie Lipsk jest nazywany czasem „nowym Berlinem”. Nie znalazłem czegoś takiego w innych uporządkowanych miastach Niemiec.

Wrócę jeszcze do mojego hostelu. Urzekło mnie w nim umeblowanie z czasów NRD. Stare drewniane krzesła, ciężkie szafy z lustrem i zdobne żyrandole. Pomysł na biznes właścicieli tego obiektu to utrzymanie klimatu dawnych lat i to im się udało. Prawdę mówiąc pamiętam podobny wystrój ze swoje dzieciństwa, mieszkania w NRD niewiele więc różniły się od tych w PRL.

Wnętrze hostelu Noch Besser Leben

Wnętrze hostelu Noch Besser Leben

Bitwa narodów

W Lipsku miałem dwudziestoczterogodzinny bilet na transport publiczny za 7,6 €. Opłacało mi się go kupić już przy trzech przejazdach, bo pojedynczy bilet to wydatek 2,7 €. Gdy więc obudziłem się rano, a do wyjazdu w dalszą część podróży miałem jeszcze dobrych parę godzin postanowiłem skorzystać i pojechać gdzieś na obrzeża miasta. Cel mógł być tylko jeden — Pomnik Bitwy Narodów. Pomyślicie pewnie, że to głupota jechać specjalnie, by zobaczyć jakiś pomnik. Jednak to kolejna budowla powstała w czasach gigantomanii przełomu XIX i XX wieku. Pomnik Bitwy Narodów jest dziś najwyższym (to słowo pada w tym wpisie drugi raz) pomnikiem w Europie i mierzy 91 metrów. Miałem takie szczęście, że akurat trafiłem na wizytę grupy rekonstrukcyjnej wojsk Napoleona. Wyglądało to komicznie, gdy z kilku autokarów wylęgały się dziesiątki żołnierzy w zdobnych czapkach. Pomnik można zwiedzać w środku i wyjść na taras, ale jak zwykle uznałem to za zbytek, zwłaszcza że już z darmowego tarasu rozciągał się piękny widok na miasto.

Widok z Pomnika Bitwy Narodów

Bitwa narodów to największa potyczka Napoleona Bonaparte i również jego największa porażka. W starciach pod Lipskiem zginęło ok. 140 tys. ludzi. Wojska Napoleona, wraz z wojskami Księstwa Warszawskiego, walkę przegrały. Prusy wygrały, stąd pewnie taki gigantyczny pomnik. Natomiast szukając poloniców na terenie Lipska natknąłem się skwer Poniatowskiego. W czasie bitwy narodów Józef Poniatowski był dowódcą korpusu polskiego i zginął ostatniego dnia w okolicach dzisiejszego centrum miasta. Oprócz skweru Poniatowskiego upamiętnia też monument.

Wróciłem do centrum. Było niedzielne przedpołudnie i na większości ulic panowała pustka i spokój. Zdziwiłem się widząc jakieś zgromadzenie wokół zamkniętego tego dnia centrum handlowego. Pomyślałem, że to jakaś demonstracja, ale uczestnicy tylko gapili się w swoje smartfony. Pewnie już wiecie co to było… W 2018 ludzie zamiast na spacer wychodzili łapać Pokemony.

Niedzielne przedpołudnie spędzone na szukaniu Pokemonów

Niedzielne przedpołudnie spędzone na szukaniu Pokemonów

To tyle z Lipska, miasta będącego małym Berlinem, w którym dalej widoczne są ślady NRD. Chociaż jest ich coraz mniej. Nie jest to raczej popularny cel turystycznych podróży, a szkoda bo potencjał z pewnością jest.

Oceny

  • Lipsk — 4****

| Lipsk odwiedziłem w dniach 20-21 października 2018 r.

| Więcej zdjęć z tej podróży na Google Zdjęcia

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. Kornelia Rakoczy pisze:

    Brzmi dobrze, ale zawsze też jakoś omijaliśmy Lipsk, myśleliśmy, że nie ma nam nic do zaoferowania. Trzeba będzie wybrać się jeszcze raz i to sprawdzić 🙂

  2. Iwona pisze:

    Miasto wygląda całkiem nowocześnie 😉 Lipska jeszcze nie dowiedzałam 🙂

  3. Foodiesworld pisze:

    Lipsk to jedno z tych miast które z turystycznego punktu widzenia się omija. Ale znamy wiele takich miast, i do wielu warto zajrzeć 🙂 Wygląda, że do lipska też. Pomnik bitwy narodów robi wrażenie, a samo miasto ma jakiś taki znajomy vibe między Gdańskiem, Berlinem, a kilkoma innymi miastami.

  4. Michał J. pisze:

    Ciekawa wycieczka. Chociaż patrząc na te zdjęcia (z wyjątkiem ostatniego) to odnoszę wrażenie, że… pusto tam jest bardzo, na tych placach i ulicach. Ale to chyba z powodu die Wochenende. 🙂
    A kwestia budowy lotniska Berlin-Schoenefeld to kuriozum niebywałe na skalę europejską, wstyd i hańba dla tamtejszych władz federalnych, że tyle lat się to ciągnie.

Pozostaw odpowiedź Iwona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *